Przed pierwszym lotem – oblotem modelu

 
Pierwszy lot, czy też oblot modelu i związana z nim problematyka jest pojęciem bardzo szerokim i obszernym. Wynika to z mnogości klas modeli, ich wielkości, rodzajów napędów, układów konstrukcyjnych i wielu innych. Pomimo faktu, iż fizyka i aerodynamika jest jedna, oblot szkolnego motoszybowca to zupełnie coś innego niż oblot makiety o rozpiętości przeszło dwóch metrów. W artykule tym kierowanym głównie do początkujących chciałbym się skupić właśnie na modelach prostszych, szkolnych czy też treningowych. Nim jednak przejdę do samego oblotu wpierw kilka słów o tym dlaczego rozbijamy modele, co powoduje, że łapiemy przysłowiowego kreta.
O powodzeniu lotu modelu RC niezależnie od tego czy jest to EasyGlider, czy laminatowy szybowiec, makieta decyduje suma bardzo wielu czynników. Są to czynniki natury czysto technicznej, technologicznej oraz tak zwany czynnik ludzki.
O ile czynniki techniczno – technologiczne są łatwe do skontrolowania, sprawdzenia, o tyle czynnik ludzki spod tej kontroli najczęściej się wymyka.
 
Czynniki typowo techniczne powodujące katastrofę to najczęściej :
- utrata zasięgu
- zakłócenie - głównie w przypadku aparatur 35MHz
- utrata, zakłócenie i przerwa w zasilaniu zarówno części odbiorczej jak i nadawczej
- złe lub uszkodzone połączenia mechaniczne pomiędzy serwomechanizmami a powierzchniami sterowymi
- zbyt luźne lub mało sztywne połączenia serwomechanizmów ze sterami
- źle ustawione zakresy wychyleń sterów, zazwyczaj zbyt duże
- źle wyważony model, zbyt tylne ustawienie środka ciężkości, przez co model jest albo zbyt czuły nawet na małe wychylenia sterów, albo wręcz niestabilny
 
Czynniki ludzkie :
- strach, stres lub zmęczenie.
- pośpiech.
- przecenianie własnych umiejętności.
- bezmyślność połączona z chęcią popisywania się przed zazwyczaj przypadkową publicznością.
- brak uwagi i nonszalancja, przykładem jest lot jednym modelem, później przesiadka na model drugi bez przełączenia samej aparatury, nagle ster wysokości, czy też lotki działają odwrotnie.
- latanie w terenie silnie zurbanizowanym i w ograniczonej przestrzeni.
- latanie pod prąd lub wbrew regułom przyjętym na danym lotnisku.
- latanie pod słońce – model praktycznie momentami nie jest widoczny.
- latanie o zmroku lub w całkowitej szarówce - model mało widoczny zlany z tłem.
- latanie w zbyt silnym i momentami porywistym wietrze.
- latanie w zbyt dużej odległości, zazwyczaj kończy się to katastrofą i utratą modelu. W przypadku gdy do tego dochodzi silny wiatr mamy to zagwarantowane. Nie jesteśmy w stanie z dużej odległości ocenić położenia i zachowania modelu, zaczynamy machać drążkami w nadziei, że dostrzeżemy co w danym momencie dzieje się z modelem i w jakim jest on położeniu. W tym momencie pojawia się się stres i świadomość poniesionych kosztów.
- start z mocnym bocznym wiatrem, szczególnie niebezpieczny dla modeli w układzie górnopłata, wszelkiej maści trenerów.
- gwałtowne manewry przy zbyt małej prędkości modelu prowadzące do przepadnięcia lub korkociągu szczególnie niebezpieczne przy małym zapasie wysokości. Głównie tyczą modeli o dużym obciążeniu powierzchni, w przypadku modelu lekkich, modeli klasy FunFly zazwyczaj udaje się wyjść z takiej opresji.
- wychodzenie z pętli z dużą prędkością a także i beczka na pełnych wychyleniach lotek w przypadku modelu o źle dobranych serwomechanizmach prowadzi często do ich uszkodzeń i zablokowania, co już jest fantastyczną przyczyną rozbicia.
- ekstremalne latanie na zbyt niskiej wysokości z niepewnym ( gasnącym silnikiem ) lub za słabym napędem, szczególnie tyczy to latania 3D. Zgaśniecie silnika, gdy model „zamiata” statecznikiem w zawisie na wysokości 30-50 cm nad ziemią zazwyczaj nie kończy się miło dla modelu.
 
Jak widać powodów do tego, by nie zakończyć lotu normalnie mamy bardzo wiele. Jak je wyeliminować ?
Bardzo prosto, wystarczy ….. myśleć, myśleć o tym co się robi w danym momencie, co buduje, montuje.
Brawurę, pewność siebie, nonszalancję i podejście typu „jakoś będzie” odkładamy na bok na każdym etapie naszej przygody z lotnictwem RC.
Trucie ?, marudzenie ?, oczywista oczywistość ?, lanie wody ?
Jak uderzysz kogoś rozpędzonym laminatem (modelem z kadłubem laminatowym) w przednią szybę samochodu lub wózek z małym dzieckiem, wtedy to dopiero do Ciebie dotrze.
 


Po tym być może przy długim wstępie chciałbym przejść do tematu głównego, czyli oblatywania modelu.
 
Generalnie spotkać możemy trzy przypadki oblotu modelu :
 
Przypadek pierwszy, najkorzystniejszy występuje wtedy, gdy mamy już za sobą ileś tam godzin w powietrzu jednym czy też większą ilością najlepiej różnych modeli i czeka nas jedynie oblot następnego. Z biegiem czasu i naszej kariery pilota RC ten przypadek będzie najczęstszym. Rozgraniczyć tutaj możemy oblot konstrukcji nam znanej zrobionej z planów lub też z zestawu fabrycznego, oraz oblot konstrukcji nie znanej, oblot prototypu, oblot modelu o którym nie mamy jakichkolwiek informacji.
Oblot modelu znanego, fabrycznego jest znacznie łatwiejszy. Po pierwsze pewnym ułatwieniem w oblocie będzie dokumentacja tego modelu. Tyczy to zarówno modeli zbudowanych na podstawie planów zamieszczonych w różnego typu periodykach modelarskich lub też w internecie, jak i konstrukcji fabrycznych.
Na planach, czy też w instrukcji budowy wyraźnie zaznaczone mamy sposoby wyważenia modelu, kąty o jakie powinny wychylać się powierzchnie sterowe. Wreszcie, co chyba najważniejsze, na forach modelarskich mamy dziesiątki wątków poświęconych danemu modelowi, użytemu wyposażeniu. Mamy masę relacji z oblotów i lotów danym modelem, niezmierzoną ilość uwag, sugestii i doświadczeń modelarzy, którzy latali tym modelem przed nami. Warto się z tymi relacjami zapoznać, być może dzięki nim nam będzie w oblocie znacznie łatwiej, wszak już wiemy czego się spodziewać po danym modelu. Być może u siebie wyeliminujemy w ten sposób potencjalną przyczynę katastrofy, lub też znajdziemy błędy popełnione w trakcie budowy.
 
Oblot prototypu, czy też modelu własnej konstrukcji. Jak dla mnie chyba najbardziej pasjonujący. W sumie mamy już jakieś doświadczenie, ale stoimy przed jedną powiedzmy wielką nie wiadomą. Sprawa wydaje się prosta, gdy oblatujemy kolejnego motoszybowca czy też któryś już z modeli podobnych do poprzednich. Załóżmy że bawią nas głównie modele typu ESA, mamy za sobą już kilka takich modeli zbudowanych i oblatanych i jedynie ulatniamy następny.
Tutaj doskonale przenoszą się doświadczenia z poprzedników, wszak waga tych modeli jest mniej więcej ta sama, wyposażenie podobne, takież same sposoby reakcji i tak dalej. Jeśli jednak zabieramy się za oblot czegoś zupełnie nam nie znanego, to wtedy pomimo naszego doświadczenia adrenalina potrafi nieźle zagrać. Przesiadka po kilku motoszybowcach na akrobacyjnego dolnopłata, czy też przejście z klasycznego trenerka na deltę z napędem tunelowym, to chyba właśnie ten moment, gdy człowiek czuje, że żyje. Dla takich właśnie momentów warto samemu pobawić się w konstruktora, warto budować modele, których do tej pory nikt inny nie zrobił.
 
Przypadek trzeci, powiedzmy najgorszy, czy też stresotwórczy.
Oblot modelu połączony z oblotem samego siebie, czyli naszą inicjacją modelarską pilota RC.
Każdy modelarz lotniczy przez to przechodził. Właściwie nie jest to oblot, a pierwszy lot samodzielny. Też możemy inicjację tę podzielić na dwa rodzaje. Inicjujemy się modelem znanym, wielokrotnie opisywanym, typu Easy Star Multiplexa - http://modelmotor.pl/easy-star-ii-kit-multiplex-139cm.html .
Ktoś go za nas poskładał, sprawdził, wcześniej oblatał, lub też poskładaliśmy go sami pod czujnym okiem instruktora w modelarni, czy też znacznie bardziej doświadczonego modelarza.
 
 
 
Foto.1
Źródło: archiwum Tomasz Motyl "Motylasty"

Inicjujemy się modelem, którego budowę polecono nam na forum modelarskim, modelem który
wykonaliśmy zupełnie sami bez niczyjej pomocy. Model ten jest naszym startem w świat modelarstwa.
Każdy oblot, czy też pierwszy nasz lot to przede wszystkim przeżycie, stres, strach. Wszystko to potęgowane jest świadomością poniesionych kosztów, ilością włożonego czasu , obawą przed porażką itd.
Proponuje odłożyć te odczucia na bok i co najważniejsze odpowiednio się do tego momentu przygotować, przygotować zarówno w warstwie technicznej, jak i chyba przede wszystkim w warstwie psychologicznej.
 
Nasze przygotowanie psychiczne samo w sobie trudne jest do określenia i sprecyzowania, ważnym jest by odpowiednio się skupić na tym co robimy, myśleć na każdym kroku, starać się przewidywać co może nas spotkać i próbować się uspokoić.
 
Przygotowanie techniczne to :
Sprawdzony pod każdym względem i wyregulowany do oblotu model
Sprawdzone zasilanie nadajnika
Sprawdzone pakiety zasilające model
Na nasze lotnisko zabieramy ze sobą stosowne wyposażenie dodatkowe, czyli podstawowe narzędzia potrzebne w wypadku drobnych napraw, zaliczamy do nich :
- ostry nożyk
- szczypce, kombinerki
- odpowiednie śrubokręty
- kostka z papierem ściernym
- klej szybkoschnący najlepiej CA
- przyspieszacz do CA
- taśma klejąca, jak mawiają „bez taśmy nie poleci”
- gumki recepturki, guma modelarska
- rzepy
- ściski, klamerki do bielizny
- części zapasowe takie jak śmigła, gumki do propsaverów
 
Najlepiej, gdy wszystko to razem mamy zapakowane w odpowiednią skrzynkę, czy też walizkę „lotniczą”
Okulary przeciwsłoneczne i czapka z daszkiem doskonale natomiast zabezpieczą nas przed wpływem słońca.
 
Miejsce oblotu.
 
O ile nie należymy do jakiegokolwiek klubu, modelarni, aeroklubu, gdzie zazwyczaj innym modelarzom znane są doskonale okoliczne „lotniska i łąki”, o tyle musimy stosownego lotniska poszukać sobie sami. Wystarczającym będzie jakieś pole, łąka z zagwarantowanym pozbawionym drzew obszarem o wymiarach około 500 x 500 metrów.
Najlepiej z dala od jakiejkolwiek zabudowy, słupów, masztów, wysokich drzew i tym podobnych.
 
Czas oblotu i warunki atmosferyczne.
 
Ranna pora, słońce nie stoi jeszcze w zenicie, upał nam nie doskwiera, do tego wskazany lekki równo wiejący wiatr. Wszystkie te czynniki może nie decydują o powodzeniu, ale mają duży wpływ.
Generalnie w trakcie oblotu, a tym bardziej naszego pierwszego lotu wskazane jest uczestnictwo drugiej osoby.
Najlepiej gdyby była to osoba z doświadczeniem modelarskim, ktoś, kto już latał przed nami.
Obecność kogoś takiego niejako dodaje nam otuchy, świadomość, że obok jest ktoś doświadczony uspokaja nasze nerwy i emocje.
 
W ten oto sposób pomni uwag powyższych dochodzimy do momentu oblotu naszego nowego modelu, czy też naszego pierwszego lotu. Pierwszą czynnością jaką musimy wykonać przed lotem jest sprawdzenie zasięgu naszej aparatury.
Test aparatury może być przeprowadzony na dwa sposoby.
W przypadku nowych nadajników 2.4 GHz często mamy możliwość uruchomienia nadajnika w trybie kontroli zasięgu,
w tym momencie nadajnik pracuje na znacznie mniejszej mocy i niejako „symuluje” normalna pracę. Tryb ten zazwyczaj uruchamiany jest klawiszem na module nadawczym. Uruchamiamy w ten sposób nadajnik, oddalamy się od modelu na jakieś 20-30 metrów i sprawdzamy jego reakcje.
Aparatury starszego typu z modułami 35MHz lub też aparatury 2.4GHz nie mające takowej opcji sprawdzamy w inny sposób. Tutaj potrzebna nam będzie pomoc naszego pomocnika. Włączamy nadajnik, odbiornik i oddalamy się od modelu pozostawionego pod opieką pomocnika na odległość minimum 100-200 metrów. Z pomocnikiem wcześniej uzgadniamy znaki „ręczne” lub też porozumiewamy się z nim z pomocą telefonu komórkowego.
Dopiero po kontroli zasięgu możemy przystąpić do dalszych czynności.
Jeśli stwierdzimy jakieś nieprawidłowości w działaniu sprzętu w żadnym wypadku nie startujemy i odkładamy nasz oblot do czasu, gdy nasza aparatura będzie funkcjonowała prawidłowo.
 
Zakładam, że test zasięgu i kontrola aparatury wyszły prawidłowo, model pod względem mechanicznym został dokładnie sprawdzony, wyregulowany. Pakiety w nadajniku i modelu mamy naładowane. Model jest prawidłowo zgodnie z instrukcją wyważony. Przystępujemy do kontroli poprawności wychyleń powierzchni sterowych, zakresy wychyleń powinny być ustawione zgodnie z sugestiami producenta zestawu, instrukcji montażu, czy też innej dokumentacji dla tego konkretnego modelu właściwej.
 
Ustawiamy się za modelem, sam model trzymany jest przez naszego pomocnika i teraz po kolei kontrolujemy prawidłowość wychyleń poszczególnych sterów, fotografia 2.
 

Foto.2
Źródło: archiwum Tomasz Motyl "Motylasty"

Wbrew pozorom jest to czynność bardzo istotna. Bardzo często się zdarza, że mamy źle podpięte lotki i wychylenie drążka w prawo powoduje wychylenie modelu w odwrotna stronę. Często też mamy źle ustawiony ster wysokości. Generalnie kontrolę tę robimy w kolejności :
- ster wysokości, pociągnięcie drążka wysokości na siebie powinno spowodować wychylenie statecznika wysokości w górę
- lotki, wychylenie drążka lotek w prawo powinno spowodować wychylenie lewej lotki w dół, a prawej do góry, analogicznie wychylenie drążka w stronę lewą wychyla prawą lotkę w dół, a lewą do góry
 
- wychylenie drążka steru kierunku w prawo powoduje wychylenie steru kierunku w prawą stronę i analogicznie w lewo.
 
Przed pierwszym lotem oblotem zakresy pracy serw winniśmy mieć ustawione w charakterystyce liniowej, wszystkie funkcje dual rate oraz expo wyłączamy, wyłączamy też wszelkie inne miksery. Zakresy kątowe wychyleń ustawiamy zgodnie z podaną dokumentacja modelu, w przypadku braku takowej ustawiamy je na ok 50-60 % maksymalnych wychyleń. Model przez to nie będzie tak gwałtownie reagował na nasze ruchy.
 
Moment oblotu – start.
 
Sam pierwszy start możemy wykonać sami lub z pomocą drugiej osoby.
W obu przypadkach najistotniejszym jest uświadomienie sobie faktu, że to czego nam w tym momencie najbardziej potrzeba to odpowiedniej prędkości modelu.
Start wykonujemy idealnie pod wiatr, wszelkie próby startu z wiatrem tylnym lub co gorsza z wiatrem bocznym spowodują najpewniej niekontrolowane zachowanie modelu i jego rozbicie. Na tak powiedzmy ekstrawaganckie próby startu możemy sobie pozwolić w przyszłości, gdy doskonale poznamy model, sposoby w jaki on reaguje itd.
Suma prędkości wiatru i prędkości modelu w momencie wyrzutu da nam potrzebną prędkość do lotu.
 
W jaki sposób rzucamy modelem ?
Gro początkujących pilotów w tym momencie popełnia kardynalny błąd polegający na tym, że wyrzucają model w górę pod czasami dość dużym kątem. W tym momencie model wzniesie nam się na jakąś wysokość około 3-4 metrów, po czym wytraci prędkość i przepadnie, czyli zwali nam się na skrzydło. Brak prędkości to brak siły nośnej. O ile mamy napęd z dużym zapasem mocy istnieje jeszcze szansa na wyjście z takiej opresji, jest to jednak szansa bardzo nikła.
Wszak nie znamy zachowania modelu, sposobu w jaki on reaguje, zazwyczaj w panice robimy kontrę lotkami, do tego próbujemy utrzymać wysokość zaciągając dodatkowo ster. Uogólniając w większości przypadków w ten sposób rozbijamy model.

 
Foto. 3                                                                  Foto.4
Źródło: archiwum Tomasz Motyl "Motylasty"
 
Ujmujemy model za środkiem ciężkości nad głową. Kadłub modelu w momencie startu powinien przyjąć pozycje poziomą lub nawet być lekko skierowany w dół. Odchylamy rękę z modelem w tył i silnym płynnym wyrzutem nadajemy mu ruch. Zdaję sobie sprawę, że jest to chyba najbardziej stresujący moment, wszak jedną rękę mamy zajętą cały czas modelem.
Na fotografii 3 widzimy moment przed samym wyrzutem.
 
Jeśli mamy taką możliwość w przypadku modeli motoszybowców, lekkich trenerków górnopłatów warto pierwszy lot zrobić bez napędu. Ot po prostu rzucamy modelem lub też wykonujemy ten lot z rozbiegu oczywiście pod wiatr.
 
Da nam to obraz, jak model zachowuje się w locie ślizgowym i co nieco powie już o poprawności geometrii samej konstrukcji.
 
Napotkamy tutaj następujące przypadki.
Przypadek pierwszy, model leci prosto i równo.
O taki lot nam chodzi. Ląduje bez problemów.
 
 
 
Foto.5
Źródło: archiwum Tomasz Motyl "Motylasty"
 
Przypadek drugi. Model wykazuje tendencję do nurkowania, zachowuje się tak jak gdyby skrzydła nie niosły. Powodem tego może być zbyt mała prędkość w momencie startu, źle dobrany kąt zaklinowania statecznika względem płata lub zbyt przedni środek ciężkości. Korygujemy przyczynę i ponawiamy start.
 
Przypadek trzeci. Model przechodzi do wznoszenia połączona z utratą prędkości. Następstwem tego jest przepadnięcie, czyli zwalenie się modelu na skrzydło. Model pompuje. To znów źle dobrany kąt zaklinowania, zmieniamy go i ponawiamy próbę.
 
Przypadek czwarty, model zaczyna nam skręcać, lub pochylać się w którąś ze stron. Powodem takiego zachowania jest zwichrzenie konstrukcji, różnica w kątach nastawiania polówek płatów lub krzywo wklejony statecznik pionowy.
Sprawdzamy i korygujemy to.
 
 
Moment samego startu – fotografia 4.
 
Widzimy, że model idzie poziomo nabierając prędkości. W tym momencie szybko dobywamy dotychczas zajętą ręką nadajnika, co uwidocznione jest na następnej fotografii.
 
Pozwalamy aż model się rozpędzi.
O ile spełnione są następujące warunki :
- model prawidłowo złożony, nie zwichrowany z zachowaniem pełnej symetrii
- prawidłowo wyważony
- dobrze dobrane kąty zaklinowania skrzydła i usterzenia
Model powinien polecieć prosto.
 
Pozwalamy mu na wzniesienie się na wysokość około 20-30 metrów.
Może zajść i najpewniej zajdzie potrzeba trymowania. Tutaj znów dobrze byłoby mieć naszego pomocnika obok.
Wszak my w tym momencie w przypadku źle ustawionego modelu, jakiegoś zwichrzenia, czy też innych czynników dosłownie walczymy o życie, a tutaj jeszcze potrzeba korekty ustawień. Rzecz zdawałoby się prosta, ale model zaczyna nam skręcać dajmy na to w prawo, do tego pompuje. Czyli jednocześnie musimy go korygować lotkami i sterem wysokości. Tutaj dostrzegam wyższość starego typu aparatur z trymerami analogowymi, gdzie trymowanie trwa ułamek sekundy, jeden krótki ruch i gotowe. Trymery cyfrowe niestety są tu znacznie wolniejsze, musimy się nieźle czasami „napikać” by uzyskać efekt, trwa to znacznie dłużej. Z jednej strony cały czas korygujemy z drugiej musimy przestawić trymery. I w tym momencie dłonie naszego pomocnika są dosłownie zbawieniem. My prowadzimy model, a on nam go pod nasze dyktando trymuje.
 
Jeśli taka potrzeba zaszła, gdy model faktycznie jest totalnie roztrymowany, staramy się jak najszybciej wylądować.
Wystartowaliśmy pod wiatr przed siebie, jesteśmy na wysokości ok 30 – 40 metrów, odlatujemy na odległość ok 100-150 metrów i wprowadzamy model w delikatny zakręt w prawo o 90 stopni, równamy i odchodzimy na jakieś 50 metrów.
Wykonujemy kolejny zakręt w prawo o 90 stopni. Model w tym momencie leci w naszym kierunku lekko z prawej strony.
Powoli zmniejszamy obroty silnika starając się utrzymać wysokość. Lecimy wszak z wiatrem.
Czyli mamy model przed sobą lekko z prawej strony. Lecimy w ten sposób jakieś 50-100 metrów i wykonujemy kolejny zakręt w prawo o 90 stopni cały czas starając się utrzymać wysokość.
Gdy model znajdzie się przed nami na godzinie 12 -stej kładziemy go w ostatni zakręt znów w prawo i podchodzimy do lądowania. Model leci pod wiatr, odchodzi od nas, powoli zdejmujemy obroty silnika, drobne korekty lotkami.
 
Na wysokości około 1 metra nad ziemią wyłączamy napęd i pozwalamy naszemu samolocikowi spokojnie wylądować.
Oczywiście to wszystko w teorii wydaje się proste i banalne.
 
Wylądowaliśmy, oblot nowego modelu za nami, sam model w całości, wiemy jak reagował i jakie korekty na sterach musimy wprowadzić.
Ustawiamy zgodnie z otrzymanymi z pierwszego startu wytycznymi trymery i ponawiamy start.
Kilka lotów początkowych da nam obraz modelu, jego zachowania i reakcji.
 
 
Wylądowaliśmy, nasz pierwszy w życiu lot za nami, ręce nam się trzęsą, kolana mamy miękkie, pełni wrażeń.
Każdy pilot RC ma ten moment za sobą, każdy go dobrze pamięta.
 
O ile oblatując kolejny nasz model czynimy to zazwyczaj już mając jakieś doświadczenie i umiejętności, o tyle nasz pierwszy lot to zupełnie innego typu przeżycie. Minimalizacja strat polega na pewnym sukcesywnym podejściu do istoty latania RC. Zdroworozsądkowe podejście i podział na etapy gwarantują nam sukces w karierze pilota RC.
Stawiamy sobie za cel, że będziemy latać zawodniczo F3A. Czy pierwszy nasz lot w życiu wykonamy takim modelem ?
Absolutnie. Czy pierwszy lot w życiu wykonamy szybkim i zwinnym modelek klasy ESA ? Też nie. Nakazuje nam to właśnie rozsądek. Karierę zaczynamy od prostego szybowca, czy też motoszybowca, później jakiś trenerek górnopłat, następnie trenerek akrobacyjny. I tak dalej aż do celu.
Próba przeskoczenia pewnych etapów szczególnie, gdy nie mamy w pobliżu kolegów ze znacznie większym doświadczeniem zazwyczaj kończy się może nie tragicznie, ale może być początkiem końca naszego hobby.
Proponuję pewnych rzeczy nie przeskakiwać, nie szukać drogi na skróty.
 
Jeśli mamy możliwość latania na symulatorze, nawet na najprostszym FMS-ie, to latajmy, latajmy czasami nawet do znudzenia. Powiedzmy sobie prawdę od razu, symulator RC jako taki nie nauczy nas latania. Wszak ekran komputera a lotnisko to dwa różne miejsca. Ale symulator nauczy nas odruchów, nauczy nas reakcji na takie sytuacje, wpoi nam motorykę rąk. Nauczy nas przewidywać.
 
Jeśli mamy możliwość odbycia naszej inicjacji w systemie uczeń-trener, zróbmy właśnie tak, bo jest to jakaś gwarancja, że nie rozbijemy od razu modelu.
 
Jaki model wybrać na start ?, jakim rozpocząć karierę ?.
 
 
 
 lipiec 2014,  Tomasz Motyl "Motylasty", Zdjęcia: archiwum własne